wtorek, 22 lutego 2011

Rozdział 1: Cień przygody


- Bardzo przestronna ta gospoda. – Stwierdził Xanden przypatrując się całemu pomieszczeniu. Była zbudowana z dębowego drewna, a  sposób w jakim deski zostały położone utwierdzał w przekonaniu, że tak piękna robota została wykonana przez prawdziwych mistrzów. Ponieważ słońce jeszcze nie zaszło, strumienie światła powinny były przebić się przez drewnianą ścianę i oświetlić pomieszczenie; tak się jednak nie stało, gdyż budynek ten nie posiadał żadnych szpar. Tworzące go deski były tak dokładnie obrobione, że nowo przybyli wchodząc, za każdym razem podziwiali pracę, jaką poświęcili na to budowniczowie. Wnętrze było oświetlane przez lampy, które wisiały na łańcuchach przymocowanych do drewnianej ściany znajdującej się nad głowami klientów. Pomieszczenie zdawało się ogromne, chociaż z zewnątrz wyglądało na niewielkie. Było sporo miejsca dla bardów przyśpiewujących o bohaterach i opowiadających tworzone przez siebie legendy. Znajdowało się tutaj również sporo stołów dla pijących, kosztujących najlepszego jedzenia w całym mieście oraz pięknych i miłych kelnerek obsługujących bywalców.
- Taaa… wracając do naszego tematu dowiedziałeś się czegoś o demonach lub innych plugawcach w tych okolicach? Nudzi mi się, bym chciał się trochę rozerwać.
- Niestety, jeszcze nie. – Z ponurą miną Arkin spojrzał na swego towarzysza. Po minie przyjaciela domyślał się, że jest niezadowolony z tej informacji, lecz nic nie mógł zrobić. – Spokojnie niedługo coś się znaj… - urwał, gdyż nagle na stół wskoczył wysoki mężczyzna, wykrzykując i opowiadając o swojej odwadze w walce z demonem.
- Kiedy stanąłem oko w oko z tą bestią bez namysłu wyciągnąłem swój oręż i wyczekiwałem na odpowiedni moment do ataku. Stał niecałe kilkanaście kroków ode mnie, gdy nagle ruszył. – Mroczny elf wpatrywał się w osobnika opowiadającego swoją przygodę, po czym niesłyszalnie dla tłumu szepnął do przyjaciela:
- Nie sądzisz, że trochę naciąga fakty? Ponoć w tym regionie nie ma żadnym demonów, czyżbym się mylił?
- Nie lubisz bajkopisarzy? Tworzą ciekawe opowiadania... większość są to bujdy, gdyż nic nie trzyma się kupy, lecz niektórzy, jak ten tu obecny, umieją tworzyć naprawdę ciekawe historie. – Reakcja zgromadzonych w gospodzie była zaskakująca. Po raz pierwszy wszyscy przysłuchiwali się niezwykłemu zdarzeniu jakie (rzekomo) spotkało wojownika.
- Jakoś nie za bardzo przypadają mi do gustu. Moim zdaniem są nadto pobudliwi. Włażą na stoły, wykrzykują czego to oni nie zrobili z tak wielką dumą, że nawet nasza rasa przy tym gościu się chowa; lecz za chwilę się to zmieni. – Po czym założył nogę na nogę, pozwalając dokończyć człowiekowi swoją bajkę.
- I nagle odskoczyłem w bok, a rozpędzona bestia uderzyła prosto w wielkie, masywne drzewo. Widząc to, bez wahania szybko podbiegłem i uderzając z całych sił swoim mieczem odrąbałem jej łeb. – Po  zakończeniu opowieści wszyscy ucichli, a zza rogu chłop krzyknął:
– Niech żyje bohater, pogromca plugastw. – Po czym wypił na raz cały kufel ginu, a za nim wszyscy obecni. Z panującego tu harmideru dało się wychwycić pewien dźwięk: był odgłos rąk, które uderzały w siebie nawzajem. Obróciwszy głowy tłum zobaczył siedzące przy drzwiach gospody dwie postacie. Jeden był to człowiek ubrany w pelerynę koloru piasku, jaki znajdywał się na plaży nad morzem. Oplątywała całe jego ciało począwszy od szyi, kończąc na  kostkach. Drugi osobnik szczególnie nie wyglądał, wyróżniał się tylko jednym… był mrocznym elfem. Obok na krześle była oparta jakaś rzecz owinięta zwykłą szmatą, mniej więcej przypominającą ubiór pierwszego człowieka.
- Piękna opowieść, jestem godny podziwu i chylę czoło przed Tobą, pogromco. –Wymawiając te słowa, elf powoli zaczął wstawać z krzesła.
- Dziękuję, miło słyszeć takie słowa, szczególnie od elfa. –wypowiadając te słowa, wypiął dumnie pierś.
- Lecz zastanawia mnie jedno… demony znane są ze swojej potężnej i barbarzyńskiej siły, więc drzewo bez problemu powinno roztrzaskać się na wióry, lecz tak się nie stało. – Na twarzy Xandena pojawił się gardzący uśmiech, odzwierciedlający uczucia, jakimi darzył „pogromcę plugastw”.
- Myślisz, że kłamię?! – W jego głosie zabrzmiał wielki gniew, niczym piorun uderzający i przecinający drzewo w pół. - Udowodnij to, stając ze mną do walki.
- Dobrze, jeżeli takie jest Twoje życzenie... – Po wypowiedzeniu tych słów, ciemny elf zabrał ze sobą rzecz opartą na krześle, po czym w powolnym, lekceważącym tempie podszedł do swego przeciwnika. Obecni znalazłszy się w takiej sytuacji, odsuwali się od obydwu, aby zrobić trochę miejsca na pojedynek. Wiedzieli, że ta walka może być bardzo ciekawa, bo człowiek wyzywający elfa jest albo głupi, albo potężny. Elfy znane są ze swojej mistrzowskiej sztuki wojennej  i to zarówno bronią białą, jak i potężną magią. Gdy przyjaciel Arkina zbliżył się do przeciwnika, odłożył przedmiot ze sobą niosący.
- To raczej nie będzie mi potrzebne. Wyciągnij swoją broń i zaczynajmy. – Wściekły człowiek wyciągnął ze swojej przypiętej do lewego boku pochwy krótki, jednoręczny miecz. Widać było robotę bardzo dobrego ludzkiego kowala gdyż rękojeść miała kolor lekkiego brązu i była idealnie dopasowana do ręki właściciela. Ostrze wyglądało na wypolerowane tak, że gdyby wyjść na zewnątrz, promienie słoneczne mogłyby odbić się od miecza i oślepić wroga. Stojący naprzeciw elfa dzielny człowiek ruszył na swojego przeciwnika z dziką wściekłością. Byli zaledwie kilkanaście kroków od siebie, więc postanowił wykonać pchnięcie. Xanden przyglądając mu się ze spokojem, lekko ugiął nogi, a prawą rękę uniósł i przybliżył dłonią do klatki piersiowej, jakby chciał się za nią złapać.
– Arlesi vi’s. – Gdy szybko wyprostował rękę, z dłoni wyleciała potężna, niewidzialna siła, odpychając nieznanego wojownika i wbijając go w ścianę, łamiąc jego ciężarem stół, który wbił się razem z nim.
         - Solidną konstrukcję ma ten budynek, muszę pochwalić budowniczych. Myślałem, że się rozsypie, ale się przeliczyłem. Ech… mówi się trudno. – Podchodząc do barmana rzucił mu sakiewkę monet pokrywając koszty szkód jakie wyrządził, po czym bez słowa wyszedł wraz z Arkinem z gospody.


         Pogoda była piękna, niebo błękitne jak morze, a promienie słoneczne ogrzewały całą przestrzeń powietrzną, dając wysoką temperaturę. Było już południe, kiedy chłopi kończyli swoje prace na polu. Niebo było zasnute chmurami tak czarnymi i gęstymi, że nawet potężne promienie słońca nie dały rady się przez nie przedrzeć. Mieszkańcy miasteczka ciągle się w nie wpatrywali ze strachem, jakby czekali na ostatni dzień swego istnienia.
– Tam! – Krzyknął jeden z wieśniaków, po czym palcem wskazującym pokazał sięgające na kilkadziesiąt metrów w górę. Wszyscy z przerażeniem wpatrywali się we wskazane miejsce, a niektórzy padali na kolana płacząc i żegnając się ze swoimi córkami. Nie mogli dopuścić do siebie myśli, że odbędzie się za chwilę losowanie i któraś z rodzin straci swoje ukochane dziecko. Na wskazywanym miejscu stała postać. Bez chwili wahania wykonała skok i spadając wyglądała jak człowiek, próbujący popełnić samobójstwo. Była coraz bliżej ziemi, wszyscy błagalnie wpatrywali się w spadającego potwora. Nagle nogami wbił się w ziemię, po czym prostując je oraz unosząc swe ręce do nieba wydał potężny ryk. To był demon. Ta czterometrowa istota była cała czerwona i miała wielkie ślepia świecące niczym dwa słońca. Nos bardzo przypominał ludzki, usta były ogromne, zęby nieduże, lecz bardzo ostre. Na głowie, po dwóch stronach czoła, znajdowała się para rogów, które przypominały o diabelskim pochodzeniu. Potężne mięśnie ramion i brzucha było widać z daleka, przypominały umięśnionego człowieka. Demon był bardzo dziwny, gdyż posturą pasował do istoty ludzkiej. Różnił się tylko dłońmi i stopami, o ile można je było tak nazwać. Tak jak człowiek miał pięć palców, jednak różniły się wielkością i zakończeniem, gdyż na końcu miał wielkie, czarne i lekko zaokrąglone pazury sięgające do kilkunastu centymetrów. Posiadał również trzy metrowe ogony zwieńczone szpikulcami niczym wystające kolce od korbacza. Na dodatek trzymał w swych łapach niewyobrażalnie wielką halabardę. Z dwóch stron była zakończona srebrnym jak miecz błyszczący w słońcu trójzębem. Jego ostrza jednak nie były takie jak w owej broni, trzy wystające szpikulce przypominały kris. Na plecach stwora było widać wystające czarne łuski niczym u smoka, idące wzdłuż całego kręgosłupa, aż do ogonów.
- A więc przybyłem tak jak obiecywałem. – Odezwała się owa bestia. Jej głos był tak przerażający, że bliżej stojący upadali ze strachu. 
- Dlaczego nas męczysz, odpowiedz, dlaczego… co my zrobiliśmy? Zostaw nas w spokoju… proszę… błagam! – Pozostając na ugiętych kolanach w pozycji modlącej, chłop uniósł twarz, która cała była zalana łzami. Usłyszawszy to demon podszedł do oddalonej o kilkanaście kroków postaci. Zniżył głowę i swoimi wielkimi, żółtymi ślepiami spoglądał na biedaka.
- Dlaczego?! Odpowiem ci, dlaczego! Ta ziemia należy do mnie, zawsze należała i zawsze będzie należeć. Słuchajcie wszyscy; wy żyjecie, ponieważ ja tak chcę. Gdyby nie pakt, który zawarliśmy, wszyscy byście już zginęli. Wszystkich bym was wyrżnął i powoli zajadał wasze świeże mięso. – Uniósł swą diabelska dłoń nad chłopem, po czym położył na nim. Nagle pojawił się ogień, a wszyscy widząc palącego się żywcem chłopa zatykali uszy i zamykali oczy, żeby nie widzieć i nie słyszeć wrzasków. 
- Ratunku… Aghh. – Takie były jego ostatnie słowa. Następnie lekko ściskając zmarłemu głowę uniósł ją tak, aby wszyscy ją widzieli, po czym zacisnął dłoń w pięść, co spowodowało zmiażdżenie głowy wieśniaka, z której trysnęła krew oblewająca najbliżej stojących. 
- Taka jest moja potęga, lepiej weźcie sobie to do serca o ile nie chcecie skończyć tak, jak ten tutaj. Przychodzę tu raz na pięć lat, wymagam mojej daniny. Gówno mnie obchodzi, kto to będzie. Przypomnę wam jeszcze raz, gdzie wasze miejsce. Raz na pięć lat dajecie mi ofiarę i żyjecie w strachu w zamian za to, że w ogóle żyjecie. Nikt was nie uratuje. – Po czym złapał w swe łapy pierwszą lepszą wieśniaczkę stojącą obok niego. Oglądając się spojrzał na drugą, która stała obok niej. Wystawił swój wielki długi pazur, wskazał na Mirenę i naglę zniknął w płomieniach. Widząc to, ta piętnastoletnia dziewczyna wiedziała, że będzie następną ofiarą i nikt jej już nie uratuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz