sobota, 5 marca 2011

Rozdział 3: Strach


- A więc to jest Kirth… nic dziwnego, że tę krainę uznano za przeklętą… - stwierdził mag przemierzający ową krainę, wędrujący na północ. Rozglądnąwszy się dookoła można było dostrzec, że tutaj nic nie ma prawa bytu. Nie ma żadnej roślinności, wody, pożywienia ani niczego innego, co mogłoby pomóc w przeżyciu.
         - Już wiem, dlaczego wszystkie rasy obawiają się tej krainy. Nie ma tu podstawowych składników niezbędnych do życia; warunki robią swoje, a mit o demonie przesądza sprawę, powodując strach. Podróż bez przystanku potrwa dwa dni, a nie chcę się zatrzymywać tutaj. To miejsce napawa grozą… nawet niebo mi nie sprzyja. – Przemierzając wzrokiem niebo odczuwał strach, ponieważ nie było ono zwykłe. Nie było błękitne… przyjmowało barwę młodego ogniska koloru czerwono-żółtego.
Na terenie równinnym było widać podłoże zeschniętej lawy, która po długim czasie rozdrabniała się w popiół. W oddali widoczne były skaliste góry oraz wielka ilość urwisk sięgających stu metrów. Na terenie prostym, nie wiadomo dlaczego, wyrosły stalaktyty o wysokości trzech metrów. W ich kształcie było coś złowieszczego - były one wysokie, ale bardzo wąskie, co sprawiało wrażenie, jakby miały przebić kogoś na wylot. Ostatnim elementem tej strasznej scenerii był widok lawy spływającej z niektórych gór, tworzącej w potężnych rowach ogniste rzeki.
         - To jest istne piekło, ale jak legenda głosi, istnieje tutaj wioska, do której nie można się dostać. Jednak dla mnie legendy pozostaną tylko legendami, gdyż życie w tym miejscu jest niedorzeczne. – Po tych słowach mag westchnął i ruszył w dalszą drogę. W miarę jak szedł w głąb krainy, podróż stawała się coraz bardziej uciążliwa, gdyż na drodze stawały ogromne stalaktyty i urwiska. W pewnym momencie czarodziej dotarł do dziwnego miejsca.
Otóż, aby pójść dalej trzeba było przejść między ogromnymi urwiskami, które tworzyły wąwóz szeroki na kilkanaście metrów. W tym miejscu też znajdowały się rogi skalne, lecz nie w takich ogromnych ilościach, jak na równinie; zaledwie pojedyncze. Bez namysłu ruszył w dalszą drogę. Po chwili wąwóz zaczął przybierać coraz dziwniejsze kształty, gdyż w głębi było widać mnóstwo stalagnatów łączących oba urwiska. Jednak nie tylko to było dziwne… stalaktyty przybierały nietypową formę, wyrastając ze ścian wąwozu.
         - Cóż za straszne i tajemnicze miejsce, nigdy czegoś takiego nie widziałem. To wygląda na kląt… - Nagle mag usłyszał ogromny hałas dobiegający z góry i podniósłszy wzrok zobaczył głaz lecący w jego stronę. Bez zastanowienia uniósł swą brązową laskę: potężny podmuch wiatru przesunął skałę, która następnie uderzyła kilka razy o stalagnaty i stalaktyty łamiąc je.
         - Jesteś ciekawym osobnikiem, człowieku. – Tylko echo głosu odbiło się od ścian wąwozu.
         - Kim jesteś? Pokaż się! – Zdenerwowany mag wyprostował sylwetkę i wytężył wszystkie zmysły w celu uniknięcia następnego ataku. Następnie zaczął się rozglądać i szukać przeciwnika, który go zaatakował. Spoglądając w niebo zauważył cień spadający w jego kierunku. Oceniwszy swoją sytuację, mag machnął różdżką i pod jego postacią utworzył się krąg powietrza, unosząc go. Następnie, kiedy lekko przechylił różdżkę w lewo, okręg, na którym stał, przemieścił się w tym samym kierunku, oddalając go od spadającej istoty i zatrzymując w pewnej odległości. Po krótkiej chwili na ziemię z wielkim trzaskiem spadł Befrozen, który po upadku wyprostował się i lekko uniósł trójząb, chcąc pokazać swoją wyższość.
         - Widzę, że jesteś potężnym magiem… wiem to i czuję twoją silną aurę. Rzadko spotyka się maga, który jednym ruchem ręki potrafi przyzwać zaklęcie. Ale to nie zmienia jednego faktu… Zginiesz. – Wypowiedziawszy te słowa, ryknął, wydając przerażający dźwięk, którym paraliżował swoich wrogów. Lecz mag był inny… spokojnym ruchem lewej ręki odwołał krąg, po czym stanął na splugawionej ziemi.
         - A myślałem, że jesteś tylko bujdą, Befrozenie; jednak się myliłem. – Po czym uniósł wzrok tak, aby lepiej widzieć ogromne ślepia bestii.
         - A więc znasz moje imię, robaku… takie ścierwo jak TY nie powinno wypowiadać mego imienia; za kogo się uważasz?! Jakie plugastwo wkroczyło na moje ziemie?! Jak cię zwą?! – W głosie demona było słychać zarówno gniew, jak i pogardę dla swojego wroga.
- Nieważne, kim jestem – Nagle mag machnął ręką, w której znajdowała się różdżka, tworząc ogromny podmuch wiatru mający zwalić Befrozena z nóg. Pomimo chwilowego braku czujności, potwór szybko zareagował i skoczył do góry, tworząc w jednej ręce kulę ognia; następnie cisnął nią w kierunku maga. Człowiek, widząc swoje położenie, ustawił kciuk do środka ręki i wyprostowując wszystkie palce u dłoni, stworzył powłokę wietrzną, po czym machnął nią kilka razy. Lecąca powłoka uformowała się w półksiężyce, które przecięły ognistą kulę na kilkanaście części, usuwając zagrożenie. W momencie uderzenia stwór znalazł się na ziemi, przygotowując kolejne uderzenie, lecz za wolno; w jego stronę leciały kolejne wietrzne ostrza.
Intuicyjne Befrozen podniósł swój szpon lekko ku górze, co wywołało zapalenie się całego ramienia i bez namysłu cisnął szponem przed siebie, tworząc strumień potężnego ognia, zamieniający wiatr w jego własny płomień, który nie mógł go zranić.
         - Potężny wietrze, który rozchodzisz się na wszystkie strony świata, użycz mi swej potęgi. – Po wypowiedzianym zaklęciu czarodziej ubrany w białą szatę uderzył laską o ziemię, po czym jego tnący wiatr wypełnił całą przestrzeń w wąwozie, w którym znajdowali się człowiek i demon.
         - Wiatr jest wszędzie, nie ważne, w jakiej okolicy… jest największą potęgą daną nam przez naturę. I to właśnie ona cię zniszczy, bękarcie!
Pomimo ciężkiej sytuacji, w jakiej znalazł się demon, na jego twarzy było widać tylko uśmiech; jego ciało osłoniło się w płomieniach i zniknął. Zdziwiony mag szybko przekalkulował całą sytuację i zdał sobie sprawę, że hybryda użyła jakiegoś rodzaju teleportacji.
         - Czyżby uciekł? - mówiąc w myślach, dalej był czujny na wypadek ataku znienacka.
         - Tak, wiatr jest wszędzie, lecz jest jeszcze coś: nawet najpotężniejsi magowie posiadają ograniczone możliwości. – Słysząc głos dochodzący z góry mag uniósł głowę i zobaczył Befrozena, stojącego na szczycie urwiska; zauważył też lecący w jego kierunku z niewiarygodną szybkością oręż. W ostatniej chwili udało mu się uniknąć ostrza i utrzymać równowagę, lecz nie spostrzegł małych kul ognia zmierzających w jego stronę i taranujących wszystko, co stanęło im na drodze.
Potwór nie celował w niego dokładnie, chodziło mu o dokonanie jak największych zniszczeń. Problemem były nie tylko kule, ale również szczątki gruzu spadające ku magowi. Pomimo uników, ogniste pociski uderzyły tuż obok raniąc maga i powodując jego upadek. Na domiar złego, kawałek stalagnatu spadającego z ogromną prędkością uderzył w jego nogę, miażdżąc ją doszczętnie.
         - To już koniec, robalu. – Wypowiadając te słowa, demon zbliżył się do niego, usunął głaz, a następnie chwycił maga swoją wielką łapą i podniósł do góry.
         - Będziesz cierpiał. – Słowa wypowiedziane z uśmiechem na twarzy wywołały strach u czarodzieja. Befrozen powoli podniósł swój drugi szpon, złapał rękę maga, a następnie oderwał ją od ciała. Było słychać tylko straszny krzyk człowieka, który nie mógł wypowiedzieć ani jednego słowa. Tryskająca krew zbierała się na łapie Befrozena i powoli ściekała mu po całej ręce, sprawiając, że czuł dumę. Robił tak z każdą kończyną człowieka - ból, cierpienie i krzyki uszczęśliwiały go, gdyż stwór napawał się strachem innych. Ostatecznie podszedł do nienaruszonego stalaktytu, uniósł maga najwyżej jak się dało i nadział jego tors na skałę tak, aż uszły z niego ostatki życia.
         - I to by było na tyle. Nikt nie jest w stanie mnie pokonać! Nikt! – Chwycił swój trójząb i odszedł w siną dal. 
        

1 komentarz:

  1. coraz ciekawe to się robi, czekam na już taki prawdziwy pojedynek. Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń